Skarb na wzgórzu naprzeciwko nas

28. 10. 2019 przeprowadziliśmy się do Pekla. Budowa domu zajęła nam pół roku i choć dom jest jeszcze daleko od ukończenia, uważamy, że to całkiem niezły wynik. Mamy nadzieję, że wiosną 2020 ruszymy z ogrodem, a może uda się też cała elewacja.
Ale teraz o tym, co do tej pory zdążyliśmy tu zrobić: prawie nic. Duży brzuch, z którego pod koniec stycznia wykluło się urocze maleństwo, trochę utrudniał nam górskie wędrówki i imprezy do rana w Szpindlerowym Młynie (Špindlerův Mlýn).
Tak czy inaczej, odkryliśmy miejscowy skarb, a wystarczyło do tego wyjrzeć przez okno. Ciągle zastanawialiśmy się, co dokładnie jest na tym wzgórzu, ze względu na które wybraliśmy naszą działkę – a właściwie ze względu na widok na nie. Zebraliśmy się więc i przy przepięknej jesiennej pogodzie ruszyliśmy na zwiad.
Samochodem dotarliśmy tam w dziesięć minut i znaleźliśmy się w innym świecie. Trafiliśmy na karkonoską chatkę, która wyglądała, jakby mogli nam tam podać coś do picia. Usiedliśmy na werandzie, która wyglądała dość hipstersko – ściany obite deskami, nowe, ładne drewniane meble. Adam przyniósł świetną kawę i ogromną herbatę. W środku czekała cudowna izba z rozpalonym piecem, kilka stolików i naprawdę duży, piękny ekspres do kawy.
Byłam naprawdę szczęśliwa, bo dobrej kawy we Vrchlabí czy w Szpindlerowym Młynie prawie nie sposób znaleźć. Kolejna niewiarygodna rzecz: można płacić kartą. W tym momencie wiedziałam, że Kněžická chalupa będzie naszą oazą na karkonoskiej pustyni.
Od tamtej pory byliśmy tam jakieś dziesięć razy. Odkryliśmy, że mają najlepsze racuchy pod słońcem. Jak dotąd nie trafiliśmy na złe jedzenie, obsługa jest przemiła, a ja już nie mogę się doczekać, kiedy znów tam pojedziemy!
Uwaga: cudem jest nie tylko sama chalupa. Jej okolica świetnie nadaje się na spacer o każdej porze roku. Od wiosny do jesieni można tam dodatkowo pojeździć konno.
Więc od nas 10 na 10 i zdecydowanie najlepszy lokal we Vrchlabí!